Co się stanie z monetami ukrytymi w czasie wojny? Czy spadkobierczynie odzyskają to co zostało po ich rodzicach?

By Joanna Kaferska-Kowalczyk on 02/12/2022 in Odkrycia, Prawo i polityka

Nie zawsze to, co znajdujemy podczas poszukiwań należy z automatu do Skarbu Państwa. Niestety, taka opinia, choć pozbawiona uzasadnienia w istniejących przepisach, znajduje jednak odzwierciedlenie w „mechanicznych rozstrzygnięciach”  organów państwowych. Czy tak będzie i w tym przypadku?

Trzy dni temu mogliśmy się zapoznać z materiałem filmowym Artura Troncika z poszukiwań prowadzonych na terenie nieruchomości, na której jeszcze w czasach wojny gospodarzyli Marianna i Paweł Fiutak. Po domu do dziś pozostały już tylko zrujnowane resztki fundamentów. Miejsce to uległo spaleniu jeszcze w 1943 r. w trakcie akcji niemieckiej przeciwko partyzantom. Niemcy zamordowali Mariannę Fiutak na terenie gospodarstwa. Jej męża, partyzanta Batalionów Chłopskich, wywieziono i zamordowano w jednej z okolicznych miejscowości, być może w celu ostrzeżenia jej mieszkańców przed tym, jak kończy się współpraca z partyzantami.
Z tego pogromu ocalały szczęśliwie dwie niepełnoletnie córki gospodarzy. Dziewczynki wychowywały się później w obcym domu w innej miejscowości, a ich dom rodzinny nigdy nie został odbudowany. Po latach, podczas poszukiwań, w fundamentach budowli odnaleziono międzywojenne monety srebrne „Polonia”, które bez wątpienia ukryli tam gospodarze w czasie wojny. Zapewne było to ukrycie celowe, bez zamiaru wyzbycia, jako zabezpieczenie materialne w srebrze, przed wojenną inflacją. Międzywojenne monety srebrne przestały być w czasie wojny oficjalną walutą. Wycofane zostały na podstawie rozporządzenia ministrów gospodarki, finansów i spraw wewnętrznych Rzeszy wydanego 22 listopada 1939 r., zgodnie z którym monety bite w srebrze w okresie II Rzeczypospolitej należało obowiązkowo wymieniać na pieniądze papierowe. Oprócz monet odnaleziono na terenie dawnego gospodarstwa kilka przedmiotów osobistych: obrączkę miedzianą, krzyżyk od różańca i męski sygnet, prawdopodobnie z tombaku. To wszystko, co pozostało po czyimś życiu….

Co teraz będzie z tymi przedmiotami?

Nie mamy wątpliwości, że spadkobiercami przedmiotów są żyjące córki właścicieli nieruchomości w czasie ich ukrycia. Należy przyjąć, że najwcześniej do ukrycia mogło dojść w 1933 r. – data najmłodszej monety, choć nie było wtedy powodu ukrywania majątku, a najpóźniej 10 września 1943 r. , kiedy to, jak podają źródła, zamordowano gospodarzy i spalono dom.

fot: Artur Troncik

Jakie przepisy powinny mieć tutaj zastosowanie?

Przede wszystkim art. 189 Kodeksu Cywilnego, mówiący, że jeżeli rzecz znaleziono w okolicznościach, w których poszukiwanie właściciela byłoby bezcelowe, to staje się ona przedmiotem współwłasności w częściach ułamkowych znalazcy i właściciela nieruchomości, na której rzecz została znaleziona. Jeżeli jednak rzecz ta jest zabytkiem lub materiałem archiwalnym, staje się ona własnością Skarbu Państwa, a znalazca jest obowiązany wydać ją niezwłocznie właściwemu staroście.

fot: Artur Troncik

W tym przypadku poszukiwanie właścicieli nie jest bezcelowe. Właściciele są znani i żyją ich spadkobiercy. Przedmioty nie powinny więc stać się własnością Skarbu Państwa, nawet wtedy, gdy zostaną uznane za zabytki. Jak zauważa dr hab. Katarzyna Zalasińska w artykule „Własność znalezisk – wybrane zagadnienia związane z cywilnoprawną sytuacją poszukiwacza zabytków” w Santander Art and Culture Law Review 1/2021 „Jeśli wiek znalezionych zabytków datuje się na ok. 100 lat, ustalenie właściciela bywa możliwe. Dotyczy to w szczególności rzeczy osobistych, w tym mających cechy szczególne, pozwalające na identyfikację właścicieli, a w konsekwencji ich spadkobierców”.
Dla spadkobierców po raz pierwszy w tej tragicznej historii sprzed lat, może pojawić się coś innego niż tylko traumatyczne przeżycie. Choć znalezione przedmioty nie mają wyjątkowej wartości materialnej, a żadne pieniądze nie są w stanie nikomu zrekompensować utraty rodziców, to jednak są one niespodziewaną i wzruszającą pamiątką po najbliższych. Czy polskie organy administracji publicznej zbadają wszystkie okoliczności sprawy i zastosują przepisy właściwie, czyli na korzyść Pani Heleny i Sabiny?
Wkrótce się dowiemy. Sprawa została zgłoszona do Starosty Powiatowego w Zawierciu, został też powiadomiony Wojewódzki Konserwator Zabytków. Wraz ze znalazcami będziemy zabiegać o to, by znalezione przedmioty trafiły do rąk spadkobierczyń.

Joanna Kaferska-Kowalczyk

Członkowie PZE wśród zwycięzców plebiscytu Archeologiczne Sensacje 2021 r.

By Maciej Dobrowolski on 08/01/2022 in Ciekawostki, Odkrycia, Wydarzenia

Nadwiślańska Grupa Poszukiwawcza Stowarzyszenia Szansa z Annopola wraz ze Stowarzyszeniem Wspólne Dziedzictwo z Opatowa zwycięzcą w kategorii NAJCENNIEJSZY SKARB 2021 – Skarb z Zawichostu – 1840 srebrnych monet z XII wieku,

 

Stowarzyszenie Eksploracyjno-Historyczne Galicja zwycięzcą w kategorii NAJWAŻNIEJSZA IMPREZA 2021– III Projekt Manyłowa – Śladami Bieszczadzkich Lwów 1915

Patoarcheolodzy a obywatel

By Maciej Dobrowolski on 18/07/2021 in Odkrycia

Kilka dni temu obiegła kraj sensacyjna informacja o odnalezieniu wczesnośredniowiecznej kolczugi.

Odbyła się konferencja prasowa, piersi do zdjęć wypinali miejscowi dygnitarze, a odnalezienie zabytku przypisało sobie lokalne stowarzyszenie o tajemniczej nazwie 515.

 

Tyle zapewne dowiecie się państwo z notek prasowych oraz wpisów na poszukiwawczych portalach facebookowych.

Postanowiliśmy zająć się tą sprawą, gdyż od dłuższego czasu interesowaliśmy się inwestycją Polskich Wód w rejonie Krosna Odrzańskiego i prowadzonych tam wykopalisk oraz nadzorów archeologicznych.

Krosno Odrzańskie to małe miasteczko na zachodnich rubieżach Polski o dużym znaczeniu historycznym . To tu miały miejsce bitwy z okresu oblężenia Krosna Odrzańskiego przez cesarza Henryka II w latach 1005-1015 i być może kolczuga pochodziła właśnie z tego okresu.

Jak już wspomnieliśmy, w rejonie miasta prowadzona jest inwestycja mająca na celu modernizację wałów przeciwpowodziowych na Odrze, gdzie część prac prowadzi firma Budimex. Gdy przebudowa była jeszcze w fazie projektów otrzymaliśmy informację, że nadzory archeologiczne prowadzić tam będzie znana z naszych reportaży pt Ciemna strona archeobiznesu, firma APB Thor Pracownia Archeologiczna. Przypominamy, że prezesem APB Thor jest Robert Prawniczak członek Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich a wiceprezesem dr Daniel Żychliński jednocześnie pełniący funkcję wiceprezesa Wielkopolskiego Oddziału SNAP

Wszyscy mieszkańcy Krosna Odrzańskiego, którzy interesują się historią wiedzą, że przy ujściu Starej Odry do Odry w dawnych czasach istniał bród. Sam konserwator zabytków wspominał o przeprawach w tym rejonie podczas konferencji prasowej. Z tego powodu logicznym wydawało się, aby ten rejon objąć szczególną ochroną. Powinny być tam przeprowadzone badania archeologiczne podwodne. W takich miejscach, co wiemy na przykładzie Ostrowa Lednickiego, może znajdować się stanowisko archeologiczne o ogromnym znaczeniu!

Nasze dochodzenie wykazało, że decyzją Lubuskiego Konserwatora Zabytków postanowiono zadowolić się tylko nadzorem archeologicznym a firmę archeologiczną wykonawca prac, miał wybrać we własnym zakresie! W jaki sposób skompromitowana w całym kraju firma otrzymała takie zlecenie, możemy się tylko domyślać ale tajemnicą poliszynela jest fakt, iż firmy budowlane „lubią” archeologów niesprawiających problemów.

W tym miejscu dochodzimy do momentu, w którym Łukasz Dudzic natrafia na cenne znalezisko.

 

Przechadzając się brzegiem Starej Odry w poszukiwaniu zatopionych dębów, jego uwagę przykuwa ciemna plama w hałdzie piachu rzecznego. Podchodząc, zauważa zardzewiałe fragmenty, jak to określił, łańcucha. Z racji tego, że interesuje się historią odkrywa, że znalazł kolczugę. Jest już po godzinach pracy koparki, nie ma żadnych pracowników. Pełniąc funkcję w lokalnym samorządzie miał wiedzę jak zabezpieczyć znalezisko i komu je zgłosić co niezwłocznie uczynił. Należy przyznać, że powiadomiony o znalezisku inspektor ds. zabytków archeologicznych LWKZ, zareagował szybko i pomógł w całym procesie od zgłoszenia do przekazania artefaktu.

Od tego jednak momentu rusza, znany nam z wspomnianego powyżej dokumentu filmowego PZE, mechanizm tuszowania jawnego naszym zdaniem zaniedbania.

W świetle kamer, dziennikarzy i chwalących się znaleziskiem pań ze stowarzyszenia 515 umyka kilka ważnych kwestii:

Dlaczego Lubuski Konserwator Zabytków nie zadał sobie a w zasadzie firmie APB Thor pytania, gdzie był archeolog nadzorujący pracę koparki?

Czy odnalezienie kolczugi w trzech częściach to efekt pracy koparki? Jeśli tak to kto odpowie za zniszczenie tego unikalnego zabytku?

Dlaczego dopiero po tym odkryciu zdecydowano się na poważniejsze badania tego miejsca?

Co by się stało gdyby Łukasz Dudzic nie zgłosił swojego odkrycia konserwatorowi?

My z kolei pytamy czy firma APB Thor poniesie w końcu jakieś konsekwencje za swoje liczne zaniedbania?

Na zakończenie jeszcze jeden bulwersujący fakt.

Mimo, że na stronie LWKZ znalezisko zostało określone jako przypadkowe a urząd dziękuje znalazcy za właściwą postawę, konserwator Lubuskiego WUOZ poinformowała, że za znalezienie kolczugi nie należy się nagroda gdyż uwaga! Prace objęte są nadzorem archeologicznym! Aż dziw bierze, że nie postawiono jeszcze znalazcy zarzutów prokuratorskich o nielegalne poszukiwanie zabytków. Pomyślcie teraz co by było gdyby kolczugę znalazł poszukiwacz…

 

Polski Związek Eksploratorów zada te pytania oficjalnie a sprawa zostanie zgłoszona do prokuratury.

Gratulujemy Panu Łukaszowi czujności i spostrzegawczości i mamy nadzieję, że nagroda jednak zostanie w tej sytuacji przyznana.

Redakcja PZE News